sobota, 22 lipca 2017

Z opaską na oczach jej do twarzy

źródło
Tytuł: Do zobaczenia nigdy
Autor: Eric Lindstrom
Wydawnictwo: YA!

Parker Grant poznać można na dwa sposoby: poprzez charakterystyczne, zawiązane na oczach przepaski w różnych kolorach i wzorach oraz poprzez niemal brutalną szczerość, którą obdarowuje wszystkich naokoło. No, jeśli uda Wam się jeszcze wypatrzyć ją rano, zapewne także po czarnych butach do biegania, bo innych nie nosi. Tak samo, od czasu wypadku mamy i samobójstwa ojca, Parker usilnie stara się robić dobrą minę do złej gry i nigdy, ale to przenigdy nie załamywać się. Z pewnością pomaga jej w tym najlepsza przyjaciółka oraz fakt, że Parker stała się znana w szkole dzięki... udzielaniu porad sercowych. Sytuacja będzie się jednak komplikowała, gdy niewidoma dziewczyna zacznie rozumieć, co naprawdę przydarzyło się ojcu, ale również, dlaczego niegdyś ukochany chłopak, Scott, podjął tak smutną w skutkach decyzję.



Co nowego można dodać do literatury młodzieżowej, w której już niemalże wszystko było? No właśnie - niewiele. Czytając książkę Erica Lindstorma, mimo że z łatwością dałam się porwać tej historii, z każdą kolejną odwracaną stroną uświadamiałam sobie coraz bardziej, że... nic mnie w niej nie zaskoczyło.

Ale zacznijmy od początku. Historia o niewidomej dziewczynie rozpoczęła się ciekawie, a przynajmniej na tyle, aby pochłonąć mnie całkowicie i pozwolić zanurzyć się w świecie Parker. Ale im dalej zanurzałam się w powieść, tym bardziej otrząsałam się z tego pierwotnego zauroczenia książką i bardziej uświadamiałam sobie, że to już było. Pierwsza miłość, trauma z dzieciństwa, choroba... To wszystko brzmi ciekawie, ale za pierwszym, drugim, trzecim razem. Nie za -nastym.

Może to kwestia licznych powieści, które mam już za sobą, a może personalnych refleksji, ale coraz mniej podobają mi się powieści YA i młodzieżówki. Mam za sobą naprawdę niezliczone ich ilości i z każdą kolejną coraz bardziej uświadamiam sobie pewną ich schematyczność. Trzeba więc naprawdę wiele, by przekonać mnie do młodzieżówki. I niestety, Ericowi Lindstormowi to się nie udało.

Schematyczna "wcale-nie-buntownicza" Parker jest oczywiście przykładem nieco introwertycznej, nie mniej jednak szczerej do bólu bohaterki, którą nieco młodszy czytelnicy może i by polubili, ale trudno lubić kogoś, kto jest powieleniem tej samej osoby, prawda? A więc ja w Parker widziałam trochę Hazel z Gwiazd naszych wina czy trochę Margo z Papierowych miast (wyszło istnie "greenowskie" zestawienie) - nie mogłam doszukać się w niej czegoś autentycznego, co przekonywałoby mnie, że bohaterka faktycznie jest w stanie wyjść z powieści i stanąć obok mnie, a do tego potrząsnąć mną i powiedzieć: "Hej, jestem tu!".

Doskonale zrozumiałam jednak przekaz autora i morał płynący z historii, mimo faktu, że samą fabułą nie do końca mnie do tego przekonał. Może więc faktycznie nie powinnam rozwodzić się nad drobnostkami, które mi się w powieści nie spodobały, ale inaczej nie potrafię, bo te właśnie drobnostki powodują, że przekaz nie dotarł do mnie wystarczająco wyraźnie, a całą powieść odebrałam głównie jako składową paru dobrych elementów i większej ilości złych.

Kreacja wszystkich bohaterów jest w ogóle bardzo schematyczna i raczej nie jestem w stanie przywołać z pamięci charakterystyki któregokolwiek z nich. Przewijali się przez powieść, by na chwilę zająć w niej ważniejszą pozycję, a zaraz potem usunąć się na dalszy plan. Poza pewnym fragmentem, w którym Parker usiłowała biegać z przewodnikiem, żaden fragment nie zapadł mi szczególnie mocno w pamięć, an tyle, by odcisnąć na mnie swoje piętno.

W skrócie, było ciekawie ale nie intrygująco. Może i dobrze, ale nie wspaniale, jak oczekiwałam. Trochę zawiodłam się na sposobie prowadzenia całej narracji, na kreacji bohaterów. Jakby autor zachłysnął się pomysłem na książkę, ale nie wiedział, w jakim kierunku podążyć dalej, więc podął czytelnikowi gotowe danie, złożone z odgrzanej papki tych samych postaci i motywów, jakie już się w tej literaturze pojawiały. Może są tacy, którzy dopiero odkrywają świat młodzieżówek i dadzą się zachłysnąć tym światem na nowo, jeszcze raz i jeszcze, ale dla mnie to jest już niestety trochę przereklamowane. Może kiedy indziej.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu YA!/Grupie Wydawniczej Foksal

8 komentarzy:

  1. Opis brzmiał ciekawie, ale z Twojej recenzji wynika, że to wszystko jednak już było. Chyba nie sięgnę, tym bardziej, że młodzieżówki coraz częściej mnie nudzą...
    PS. Alaska była w "Szukając Alaski", w "Papierowych miastach" była Margo :)
    Pozdrawiam!
    Patty z Truskawkowego bloga książkowego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam takie przekonanie, ale niestety się rozczarowałam. Może to nie kwestia książki, ale mojego gustu, nie wiem, w każdym bądź razie, sama z pewnością nie będę chciała powrócić do tej powieści.
      Dzięki za poprawienie błędu! :) Tak się czasami potrafię zawinąć w tych swoich rozmyślaniach :D

      Usuń
  2. Zastanowię się nad nią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko odpowiadają Ci młodzieżówki, trochę idące za schematem, to być może Tobie spodoba się bardziej niż mi :)

      Usuń
  3. Mnie ta książka bardzo się podobała ^^ Ciekawie było spojrzeć na świat, z perspektywy osoby niewidomej ;)

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, o gustach się nie dyskutuje ;) Tak jak pisałam - może to też kwestia tego, że już trochę przejadłam się tego typu powieściami, nie wiem, ale jakoś niestety nie przypadła mi do gustu :/

      Usuń
  4. Opis zapowiadał ciekawa historię, jednak ta schematyczność i sztampowe postaci mnie odpychają. Chyba podaruję sobie tę historię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie, dużo nie stracisz :D

      Usuń

Drogi Czytelniku!
Każdy, nawet najmniejszy na pozór ślad Twojej działalności na tym blogu znaczy dla mnie bardzo wiele - jest motywacją do dalszej pracy i działania, a czasami także do zmian i poprawy, więc dziękuję Ci za tę chwilę uwagi :)