niedziela, 12 marca 2017

Co zrobić, gdy osiągniemy szczyt marzeń? ["Serca w pułapce" Adriana Popescau]

źródło
Tytuł: Serca w pułapce
Autor: Adriana Poprescau
Wydawnictwo: Media Rodzina

Po cudownym i jednocześnie wyczerpującym tournee po całym świecie, Layla w końcu wraca do swojego miejsca na świecie - Stuttgardu, który tak kocha i w którym czeka na nią jej prawdziwa inspiracja i jedyna osoba na świecie, dzięki której udało jej się zrealizować swoje największe marzenie - Tristan. Jednak powrót do ukochanego miasta okazuje się zupełnie inny niż się spodziewała - czeka tam na nią bowiem ogrom obowiązków, nowych wyzwań, kontaktów i... wielki świat, który stoi otworem przed nową, młodą i aspirującą fotografką. Tylko czy to jest dokładnie to, czego chce Layla? Czy kolejne miasta i kolejne projekty na całym świecie są tym, o czym faktycznie marzyła?


Mówiąc szczerze, po zakończeniu Ulubionych momentów nie spodziewałam się, że autorka zdecyduje się na kontynuację. Jak dla mnie, już wtedy historia zakończyła się niemal idealnie i nie widziałam zbyt wielkiego sensu w jej kontynuowaniu. Zdecydowałam się mimo wszystko sięgnąć po Serca w pułapce, bo chciałam się przekonać, czy autorka faktycznie miała pomysł na kontynuację i czy - podążając za tropem pierwszego tomu - udało jej się go zgrabnie zrealizować.

Mimo że sam zamysł autorki i sposób przekazania głównej myśli serii były dla mnie jasne, nie do końca podobała mi się historia w drugim tomie. Być może jestem aż nadto wymagająca, ale po przeczytaniu pierwszej części serii, liczyłam na więcej fotografii, więcej emocji i... chyba ogólnie: więcej. Podczas gdy pierwszy tom to zgrabnie ujęta historia miłosna, osadzona w realiach współczesnego świata, której jednak nie brak magii i uroku, drugi tom to już głównie historia miłosna. W Ulubionych momentach fotografia była świetnym tłem dla rozwijającego się uczucia, w drugim tomie - historia miłosna brutalnie wydarła się na pierwszy plan i nie pozostawiła już nic z tamtego czaru, który miał w sobie pierwszy tom powieści. Ale kto wie, może właśnie taki był zamysł autorki?

Na pewno jednak Sercom w pułapce nie można zarzucić braku dynamizmu w powieści. Może niekoniecznie jest on przełożony w takim stopniu na fotografię, ale wyraźnie widać go w związku Layli i Tristana. Okazuje się bowiem, że życie w wielkim świecie, wystawy, nagły sukces, którego tak pragnęła, zmieniły dziewczynę, a w takim wypadku coraz trudniej o ulubione momenty. Adriana Popescau konstruuje historię, w której sukces nie jest końcem historii. W której sukces to tak naprawdę dopiero początek drogi, którą przyjdzie kroczyć dwójce głównych bohaterów.

Trudno nie polubić i nie dać się porwać lekkiemu pióru Popescau, jej zdolności w kreowaniu kolejnych wydarzeń, ale mimo wszystko, nie byłam w stanie aż tak poddać się tej historii, jak w przypadku pierwszego tomu. Lekturę co jakiś czas odkładałam, bo brakowało mi w niej wspomnianej wcześniej magii z pierwszego tomu. Będąc po lekturze całości wciąż jest mi trudno ocenić, czy jestem bardziej na tak czy na nie.

Serca w pułapce niestety, według mnie, nie dorównały sukcesowi Ulubionych momentów, co jednak moim zdaniem nie oznacza, że fani Layli i Tristiana nie powinni sięgnąć po kontynuację. Jeśli jesteście ciekawi ich dalszej historii i czujecie, że pióro Popescau podobało Wam się na tyle, by sięgać po kontynuację - być może Wy będziecie w 100% przekonani do drugiej części. Jeśli o mnie chodzi, niestety tak się nie stało.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina

1 komentarz:

  1. Ja jeszcze nie czytałam pierwszego tomu, więc wszystko przede mną.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!
Każdy, nawet najmniejszy na pozór ślad Twojej działalności na tym blogu znaczy dla mnie bardzo wiele - jest motywacją do dalszej pracy i działania, a czasami także do zmian i poprawy, więc dziękuję Ci za tę chwilę uwagi :)