Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen Hoover. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen Hoover. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 grudnia 2016

Szczególny 9 listopada ["November 9" Colleen Hoover]

źródło
Tytuł: November 9
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte

Fallon i Ben poznają się pewnego 9 listopada, w nie najbardziej sprzyjających okolicznościach. Chłopak, pod wpływem chwili, decyduje się bowiem pomóc jej w konfrontacji z ojcem, po której, mimo odmiennych planów, marzeń i celów w życiu, postanawiają spotykać się każdego 9 listopada, przez następne pięć lat, po to, by dalej pisać wymyśloną przez nich historię. Kolejne dni, tygodnie, miesiące przynoszą jednak zmiany w ich życiu, których ani Ben, ani Fallon się nie spodziewali. Czy uda im się wytrwać w złożonym sobie postanowieniu? Co stanie się po minionych pięciu latach?

niedziela, 10 kwietnia 2016

Jak brzydka może być miłość? ["Ugly Love" Colleen Hoover]

źródło
Tytuł: Ugly Love
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte

Kiedy Tate poznaje Milesa, nie oczekuje miłości i uczucia, jakie często widujemy w romansach. Mówiąc szczerze, nawet nie za bardzo go polubiła. Z czasem jednak okazuje się, że i jedno i drugie zaczyna przekonywać się do siebie coraz bardziej. Na tyle, by zawrzeć układ, poparty dwiema zasadami:
1, Nie pytaj o przeszłość.
2. Nie oczekuj przyszłości.
Łączy ich jedynie seks, a mimo tej niepozornej relacji okazuje się, że płytka na pozór znajomość zaczyna prowokować do pytań, a także ożywiać dramatyczne wspomnienia...

Wiecie, co sobie kiedyś obiecałam? Że nie będę się emocjonować w trakcie czytania. A przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim zwykłam to robić. I przez jakiś czas mi się udawało. Nie wiem, czy to kwestia tytułów, na jakie trafiałam, czy wprawy, do jakiej doszłam po tych miesiącach ćwiczenia. Ale później przyszedł czas na kolejną powieść Colleen Hoover. I wiecie, naprawdę się starałam. Starałam się być silna i wytrwać w postanowieniu. Ale od pewnego momentu po prostu zawiodłam i nie mogłam powstrzymać tej fali emocji, która zalała mnie już podczas lektury Ugly Love i która towarzyszyła mi wiernie jeszcze przez klika dni po zakończeniu czytania książki.

Ugly Love to książka inna od tych, które do tej pory wyszły spod pióra pani Hoover. Nie chodzi nawet o to, że dużo bardziej pasuje do nurtu NA niż poprzedniczki, ale jest także o wiele dosadniejsza i mocniejsza w przekazie. I muszę Wam powiedzieć, że mimo początkowej niechęci do tematyki powieści, bardzo się cieszę, że miałam możliwość jej lektury. Bowiem dopiero będąc po zakończeniu książki i spoglądając na całą historię wstecz, jestem w stanie zrozumieć wszystkie czyny bohaterów, każdy wybór którego dokonali i każdą decyzję, którą podjęli.

Tak samo jak wyróżniająca się na tle innych jest tematyka powieści, tak samo oryginalni w stosunku do typowych postaci z powieści NA są bohaterowie Ugly Love. Miles i Tate to nie tylko para i główni bohaterowie książki. To nie tylko dziewczyna i chłopak. To przede wszystkim ludzie o odmiennych, a mimo to przyciągających się wzajemnie niczym dwa magnesy osobowościach, mocnych, zdecydowanych i upartych. Każde z nich wnosi inny element do pary, jaką tworzą, jednocześnie dopełniając się wzajemnie idealnie. Mimo początkowej dość płytkiej relacji, jaka ich łączyła, czytelnik z czasem zaczyna wyraźnie widzieć zmiany, jakie zachodzą między Tate a Milesem. Najpierw niepozorne, a następnie coraz bardziej widoczne, sprawiają, że razem z bohaterami mamy nadzieję na szczęśliwy finał tej historii.

Trudno komentować jakikolwiek aspekt techniczny książki, bo Colleen Hoover wpakowała w nią tyle emocji, że, uwierzcie mi, ciężko było skupić się na takich detalach. Nie mniej jednak jak zwykle mamy do czynienia z typową powieścią NA, zarówno jeśli chodzi o język powieści jak i o konstrukcję fabuły. Jak wspominałam wcześniej, bohaterowie to realni, doświadczeni przez życie ludzie, których można lubić lub nie lubić, ale bez wątpienia w pewnym momencie zaczynamy im współczuć. Albo raczej współodczuwać ich ból i rozpacz. Żal i przygnębienie. Smutek i chęć schowania się przed światem. I w pewnym momencie te emocje nas przygniatają, tak samo jak Tate i Milesa.

Chyba nie spotkałam się jeszcze nigdy w życiu z aktorką tak utalentowaną jak Colleen Hoover. Czytając książkę po raz pierwszy myślimy: Co to jest? Czy to naprawdę twórczość tej samej autorki, która napisała genialne "Maybe Someday" i emocjonujące "Hopeless"?, ale tak naprawdę dopiero końcówka powieści uświadamia nam, w jakim byliśmy błędzie. Jak źle oceniliśmy pierwsze wrażenie. A przynajmniej w moim przypadku tak było. Zaczęłam czytać książkę jako zwykłą powieść NA, a kończyłam czytać ze łzami w oczach, sercem ściśniętym w małą kulkę, ale i z radością. Z faktu, że miałam możliwość poznać tę historię i zakochać się w niej. A przewracając ostatnią stronę, myśleć wyłącznie o tym, że znowu dałam się nabrać. Podobnie jak w przypadku Maybe Someday. Znowu dałam sobie wmówić, że to będzie książka jak każda inna. Dlatego Was przestrzegam - Ugly Love to powieść tak różna od innych z tego gatunku, jak to tylko jest możliwe. Jeśli szukacie powieści, która rozbroi Was kompletnie, wyciśnie łzy, wzbudzi skrywane emocje i pokaże wszystkie oblicza miłości, to zdecydowanie trafiliście pod właściwy adres i powieść Colleen Hoover jest dla Was.

Miłość nie zawsze jest piękna, Tate. Czasami przez lata masz nadzieję, że okaże się czymś innym. Czymś lepszym. A potem, zanim się spostrzeżesz, wracasz do punktu wyjścia i zostajesz z niczym.

Książka przeczytana w ramach akcji BookTour, organizowanego przez Wydawnictwo Otwarte

piątek, 27 listopada 2015

Co można zrobić, by nie stracić nadziei?

Tytuł: Losing Hope
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte


Dean Holder wiele lat temu popełnił jeden błąd. Jeden błąd, który przekreślił tak wiele. Kiedy więc nadarza się okazja, nie waha się ani chwili, by ten błąd naprawić...

Gdy pewnego dnia, chłopak pozwolił odejść małej dziewczynce, nie spodziewał się, że po wielu latach strachu, żalu i poczucia winy, jeszcze kiedyś się spotkają. A nawet jeśli - czy go rozpozna? Czy będzie pamiętała, kim dla niego była?





Colleen Hoover to nazwisko, które obecnie jest na ustach wszystkich. Autorka bestsellerowych powieści młodzieżowych, cieszących się coraz większą popularnością nie tylko wśród młodszych czytelników. Osobiście, mam ze sobą lekturą dwóch powieści spod pióra tej pisarki - świetnej "Hopeless", otwierającej przygodę z powieściami Colleen Hoover i fenomenalnej, moim zdaniem najlepszej "Maybe Someday", która rozbiła moje serce na milion maleńkich kawałeczków, których przez długi czas nie byłam w stanie pozbierać. Sięgając po "Losing Hope" byłam już niemal pewna, że mimo faktu, iż jest to historia przedstawiona w "Hopeless" oczami Holdera, nie zawiodę się na książce pani Hoover. I tak rzeczywiście się stało.

Piękna, wzruszająca i na nowo pouczająca. Ta historia mogłaby być opowiedziana na tysiąc różnych sposobów, a ja i tak nie miałabym jej dość. Myślę, że za dowód wystarczą te dwa, jakże proste, ale prawdziwe zdania na okładce: ""Losing Hope" to historia trojga młodych ludzi naznaczonych przez traumatyczne doświadczenia. Każde z nich wybrało inny sposób na to, by sobie z nimi poradzić – nie każde z nich wybrało życie." Właśnie tak opisałabym tę powieść. Bo o ile "Hopeless" daje nam tajemniczą historię i burzę emocji, o tyle "Losing Hope" wyjaśnia wszystko, co jeszcze nie zostało w poprzedniczce wyjaśnione i idzie o poziom wyżej, zostawiając czytelnika z nawałnicą emocji i refleksji.

Holder to genialny materiał na bohatera. Nie chodzi jedynie o to, że z pewnością już w "Hopeless" podbił zdecydowaną większość dziewczęcych serc. To wrażliwy, czuły, ale świadomy swojego błędu facet, którego poczucie winy zżera od środka. Smutno było czytać o wyrzutach, które czynił sobie po popełnieniu swojego życiowego błędu - z jednej strony go rozumiałam, z drugiej w końcu każdy z nas popełnia jakieś gafy, za które potem żałuje. Gdyby jednak nadarzała się okazja do ich naprawy, myślę, że żadne z nas nie wahałoby się ani sekundy. I tak właśnie robi Holder.

Nie powiem, że kompletnie nie przeszkadzał mi fakt powtarzalności fabuły. W końcu wczytując się w tą historię po raz drugi, trudno czuć zaskoczenie niespodziewanym zakończeniem, które przecież, jako czytelnicy poprzedniego tomu, już znamy. Ale to nie do końca było to same zakończenie. To perspektywa drugiej osoby, zadziwiające jednak, jak bardzo odmienna od perspektywy Sky. Zdziwiło mnie, że jedną historię można opowiedzieć na tyle sposobów, jednocześnie nie nudząc, a wręcz przeciwnie - zachęcając do dalszej lektury. 

Mimo wielu plusów powieści, myślę, że nie uznałabym jej jaką najlepszą w twórczości Colleen Hoover, Ta autorka już dwa razy pokazała poziom na tyle wysoki, że aktualnie zastanawiam się, czy ona sama będzie w stanie go pobić. Mimo wszystko trzymam za to kciuki - MS, "Hopeless" i LS pozostawiły za sobą tyle niewypowiedzianych słów, tyle emocji, tyle rozterek i tyle łez, że mimo iż trudno mi wierzyć w to, że jakakolwiek inna powieść tej autorki byłaby w stanie je pobić, wciąż nie tracę nadziei na to, że tak właśnie się stanie.

Serdecznie polecam Wam całą twórczość Colleen Hoover, jeśli przygodę z książkami tej autorki macie dopiero przed sobą. To niezapomniane, mocne wrażeniowo, ale moim skromnym zdaniem, bardzo potrzebne książki, które uświadamiają nam, co tak naprawdę znaczy trudna przeszłość, poczucie straty i winy. Lekkość, z jaką czyta się te historie, oraz świetny klimat powieści z pewnością zagwarantują niejedną nieprzespaną noc. Jeśli wciąż wierzycie w dobre historie i nie chcecie tej nadziei stracić, to z pewnością powinniście jak najprędzej wyruszyć do księgarni po te książki! <3

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Księgarni Matras!

A książkę możecie nabyć w księgarni matras.pl TUTAJ :)

piątek, 21 sierpnia 2015

[BOOK TOUR] Rozdarci między "może kiedyś", a "właśnie teraz"...

Tytuł: Maybe Someday
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte

Sydney i Ridge stanowią idealny przykład na to, że nie zawsze to, czego pragniemy, jest tym, czego chcemy pragnąć.

Ona - będąca w stałym związku, zadowolona z życia studentka. On - muzyk, uwielbiający ponad wszystko grę na gitarze. Poznają się, kiedy pewnego dnia Ridge, sfrustrowany brakiem weny, by pisać teksty do swoich piosenek zauważa ją, nieznajomą z balkonu z naprzeciwka, która śpiewa do jego melodii. Ich znajomość rozkwita, kiedy Sydney, dowiedziawszy się o zdradzie chłopaka z jej najlepszą przyjaciółką, ląduje z całym swoim dobytkiem na chodniku, a Ridge, pod wpływem chwili, oferuje jej schronienie. Tak zaczyna się coś, nad czym już wkrótce nie będą umieli panować - uczucie, które nigdy nie powinno się narodzić...


Martwię się, że nasze uczucia to jedyna rzecz w naszym życiu, nad którą nie mamy kontroli.

Myślę, że Colleen Hoover znamy wszyscy, a nawet jeśli nie, z pewnością słyszeliście o takich tytułach jak chociażby Hopeless czy Losing Hope. Osobiście, mam za sobą już lekturę tej pierwszej i przyznaję, że autorka przeszła sama siebie w tworzeniu tej powieści - emocje, które odczuwamy podczas lektury, zostają z nami bowiem jeszcze na długi czas po jej skończeniu. Byłam ciekawa, czy z Maybe Someday będzie podobnie, czy był to może jednorazowy "popis" autorki. Bez wahania przyznaję jednak, że po lekturze powieści składam pani Hoover głębokie pokłony za tę cudowną, wzruszającą i piękną historię, jaką dane mi było poznać.

Nie cierpię swoich uczuć. I nie cierpię swoich wyrzutów sumienia. Jedne i drugie prowadzą ze sobą ciągłą wojnę, a ja nie jestem pewna, ku czemu powinnam się skłaniać.


Nie wiem, czy wiecie, ale do Maybe Someday utworzona została specjalna playlista z utworami Griffina Petersona, której można sobie posłuchać, skanując kod z początku powieści. Normalnie jakoś soundtracki do książek średnio mi pasują, zwłaszcza, że zawsze sama wybieram, jaką muzykę/piosenkę słucham do danej pozycji. Jednak w przypadku powieści Colleen Hoover wystarczył pierwszy utwór, bym przepadła na długie godziny - słuchając i czytając. Największe wrażenie wywarła na mnie chyba piosenka Maybe Someday - moim zdaniem najpiękniejsza i najlepiej oddająca treść powieści. Dalej z resztą męczę wszystkie piosenki pana Petersona, które już trafiły na moją playlistę z ukochanymi utworami <3

Wracając do treści książki, zakochałam się w niej z równie wielką łatwością, co w soundtracku do niej, co jest jednocześnie cudowne i nieco niepokojące. Kto by pomyślał, że historię Ridge'a i Sydney pochłonę w jeden dzień, zatracając się w świecie wykreowanym przez Colleen Hoover z każdą stroną coraz bardziej i bardziej? Jednak muszę Wam przyznać, że podobnie jak Sydney i Ridge nie potrafili kontrolować swojego rodzącego się uczucia, tak i ja nie potrafiłam nie zatracać się w tej książce coraz mocniej i mocniej.

Nauczyłem się jednak, że sercu nie można nakazać, kiedy, kogo i jak ma pokochać. Serce robi, co chce. Od nas zależy najwyżej to, czy pozwolimy naszemu życiu i głowie dogonić serce.

To, co najbardziej zachwyca w tej książce, to szczerość, z jaką Hoover obrazuje rodzące się uczucie, pomiędzy dwójką ludzi, którzy pragną jedynie być ze sobą, jednocześnie zdając sobie sprawę z brutalnej rzeczywistości, która na to nie pozwala. Sposób, w jaki pisarka ukazuje nam ich relację, dodatkowo rani także czytelnika, bo po pewnym czasie i on zdaje sobie sprawę z tego, jak trudne i skomplikowane jest uczucie pomiędzy tą dwójką. Mimo wszystko jestem niezmiernie wdzięcznie Colleen Hoover za tę powieść - bo podjęła temat na pozór prosty, ale jednak trudny do zobrazowania. Chodzi mi oczywiście o zdradę drugiej osoby i o konsekwencje, jakie ta zdrada za sobą niesie. 

W Maybe Someday dużo jest opisów bohaterów, ich uczuć, pragnień, wątpliwości i rozterek. Sydney poznajemy jako poukładaną dziewczynę, która za cel postawiła sobie skończyć studia. Ma przystojnego chłopaka, z którym wie, że ma szansę na dobrą przyszłość. Mieszka z najlepszą przyjaciółką, która wspiera ją w każdej sytuacji. Jedynym urozmaiceniem w tym poukładanym życiu są dla niej gitarowe "koncerty" nieznajomego z balkonu naprzeciwko. Sydney uwielbia je na tyle, że sama wymyśla słowa do stworzonych przez niego melodii. Ridge z kolei jest muzykiem, artystyczną duszą, który uwielbia pisać piosenki. Od ostatniego czasu dostał, jak sam określa, "blokadę twórczą" i nie potrafi już wymyślić tekstów do granych przez siebie melodii. Tak zaczyna się znajomość dwójki osób, które, bardziej niż przypuszczają, potrzebują siebie nawzajem.

Chcemy być wolni, żeby móc się kochać, ale na przeszkodzie stoją nam nieodpowiedni czas i lojalność. Oboje wiemy, czego chcemy, ale nie wiemy, jak to osiągnąć. Czy raczej: kiedy to osiągnąć.

Mówiąc szczerze, nie czytałam jeszcze takiej powieści, która byłaby tak prawdziwa, życiowa, piękna, wzruszająca i szczera zarazem. Maybe Someday to książka, w której pełno jest sprzeczności, niesprawiedliwości, bólu i łez, ale pełno jest też wzruszeń, śmiechu, radości i nadziei, która, raz bardziej, raz mniej, ale wciąż tli się w bohaterach, nadając ich życiu zupełnie inny tor. To powieść, która trafia do samego serca, a może nawet i jeszcze głębiej. Dopiero po jej skończeniu można w pełni zrozumieć złożoność ludzkich emocji, naszych pragnień, różnicy między tym, czego chce serce, a tym, co podpowiada rozum.


Kiedy ostatniej nocy trzymałem ją za rękę, uświadomiłem sobie, że nic na tym świecie nie powstrzyma mojego serca od tego, by czuło to, co czuje.

Nigdy nie przypuszczałabym, że Maybe Someday będzie emocjonalną bombą, po której będę zbierać szczękę z podłogi. Opowieść, do bólu prawdziwa i szczera, pełna tego, czego w większości książek młodzieżowych brakuje - realizmu. Colleen Hoover ponownie udowodniła w tej powieści, że nie tylko potrafi pisać książki, ale że potrafi nimi także złamać serce na tysiące małych kawałków. Brak mi słów, by opisać, co czuję po lekturze tej pozycji, bo mam wrażenie, że w życiu nie czułam tylu emocji na raz, jak w tej chwili, po skończeniu Maybe Someday. Jeśli odkładacie lekturę tej cudownej książki,  nie macie czasu na wypad do księgarni, cały czas myśląc "może kiedyś", to zdecydowanie czas, żebyście w końcu przezwyciężyli wszelkie wątpliwości, przestali rozważać wszystkie "za" i "przeciw" i zamienili "może kiedyś" na "właśnie teraz".

Maybe Someday dostałam w ramach akcji BOOK TOUR, więc jeśli ktoś chciałby również zapoznać się z tą książką i wziąć udział w akcji, to zapraszam do posta TUTAJ, gdzie znajduje się regulamin i wszystkie szczegóły :)

środa, 11 marca 2015

Beznadziejny, czy wręcz przeciwnie?

Tytuł: Hopeless
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive

Sky do tej pory nie wiedziała o sobie zbyt wiele. A przynajmniej to jedno, uświadamia sobie po spotkaniu przystojnego Deana Holdera. Z początku niepewna swoich uczuć względem niego, z czasem stara się rozgryźć, czemu chłopak wzbudza w niej tak wiele, nieznanych jej do tej pory emocji. Jak się okazuje, odkrywanie prawdy zmieni jej życie. I to bezpowrotnie...

Colleen Hoover to autorka bestsellerów New York Times, znana m.in. z historii o Deanie i Sky. Mieszka w Teksasie, razem z trójką dzieci i mężem.

"Hopeless" bezsprzecznie stało się bardzo znane w blogosferze, zwłaszcza w ostatnim czasie, a wszystko za sprawą (podobno) genialnej historii miłosnej. Dałam się namówić rzeszy dobrych recenzji i sama postanowiłam książkę przeczytać. Z pomocą przyszedł konkurs na profilu Colleen Hoover Książki, na którym udało mi się zdobyć "Hopeless". Lektura zapowiadała się troszkę schematycznie, biorąc pod uwagę opis, ale jak było naprawdę? Jaka jest historia Sky i Holdera?

"Nie mam zamiaru marzyć o idealnym życiu. Wszystkie niepowodzenia to tak naprawdę sprawdziany, które zmuszają nas do wyboru pomiędzy rezygnacją a podniesieniem się z ziemi, otrzepaniem się z kurzu i stawieniem czoła sytuacji. Chcę to zrobić. Być może życie poturbuje mnie jeszcze kilka razy, ale na pewno nie mam zamiaru rezygnować."

Z chęcią powiedziałabym Wam, że to jest książka, która opowiada przygodę zbliżoną do wszystkich innych młodzieżówek. Że jest tutaj miejsce na romans, sekrety, trudne decyzje. I mimo że rzeczywiście tak jest, to nie spodziewałabym się, że końcówka książki tak mnie zaskoczy. Zdecydowanie te ostatnie strony wywołują w czytelniku szok, kiedy okazuje się, że przeszłość zarówno Sky jak i Deana jest tak złożona.

Ale to nie tylko piękne zakończenie sprawia, że moja opinia o książce przechyla się zdecydowanie w stronę stwierdzenia "pozytywna". To sprawa także stylu pisania autorki, jednocześnie bardzo młodzieżowego, ale też przyjemnego. Tak, tak przyjemnego i łatwego. Tę książkę najzwyczajniej w świecie połknęłam, bo inaczej się nie da - ta historia jest tak wciągająca, że gwarantuję, iż nie odłożycie jej na bok, jak tylko raz zaczniecie czytać.

"Od teraz, gdy będę się czegoś bała, spróbuję pomyśleć o niebie, a ono być może pozwoli mi się znów uśmiechnąć, ponieważ niezależnie od wszystkiego będzie piękne."

Trudno mi jednoznacznie wypowiedzieć się na temat dwójki głównych bohaterów. Sky to nastolatka odmienna od wszystkich, z początku niepewna i zagubiona w swoich uczuciach - zarówno do Holdera, jak i do innych. Jednak im dłużej przebywała z chłopakiem, tym bardziej pewna siebie się stawała. Tym bardziej doroślała i uczyła się podejmować własne decyzje. Z kolei Holder okazuje się dla czytelnika totalnym zaskoczeniem. To jest postać, która przez pierwszą połowę książki, świetnie wpasowuje się w schemat książek New Adult. Ale z czasem, zwłaszcza w końcówce, coś w tym stereotypie się zmienia - Holder staje się nagle bardziej otwarty, bardziej zbliżony czytelnikowi.

Jak się przekonałam, najmniej podobała mi się akcja w książce. Zabrakło na nią pomysłu, bo o ile sama koncepcja dzieła była w porządku, o tyle fabuła kulała. Z resztą trudno jest spodziewać się czegoś niesamowitego, jeśli o wydarzenia chodzi, w książkach z gatunku New Adult. To pozycje refleksyjne, o młodych ludziach i ich problemach, stąd też rozumiałam to posunięcie autorki. Nie mniej jednak, moim zdaniem, nie zaszkodziłoby, jeśli Colleen Hoover wplotłaby w książkę trochę więcej akcji.

"Czasem możesz wybierać tylko spośród samych złych opcji. Musisz zdecydować, która z nich jest najmniej zła."

Pomysł na książkę jest typowo młodzieżowy, także osoby, które poszukują w tej książce czegoś więcej, na wstępie ostrzegam, że raczej tego nie dostaną. Nie mniej jednak, jak na pozycje z tego gatunku, "Hopeless" prezentuje się całkiem przyzwoicie. Wątek romantyczny jest rozwinięty całkiem ciekawie, dużym zaskoczeniem jest zakończenie, do którego czytelnik niezmiennie zmierza podczas lektury i którego końca tak bardzo się bałam. Mimo wszystko, po skończeniu lektury, mogę powiedzieć jedno - polecam wszystkim, którzy poszukują lekkiej, wciągającej pozycji, z dużą dozą romansu, miejscami humoru, a miejscami nawet wzruszenia. Mnie osobiście powieść przypadła do gustu, zatem polecam :)